Zaznacz stronę

Jeszcze wczorajszy maj pożegnał nas chłodem i nastroił minorowo. Padało, ziąb w mieszkaniu taki, że trzeba było rozpalić w centralnym. Nie mam zamiaru ubiegłego miesiąca przeklinać, ale żałować też nie będę.

Dzisiaj już czerwiec. Słońce jakby ocknęło się wreszcie, zrozumiało, że czas najwyższy zacząć prawdziwie wiosenne klimaty. Humor też się poprawił i chociaż nie miałem zbyt wielkiej ochoty, wyrwałem się z domowych robót na łono przyrody.

Wpatrując się w intensywną zieleń zboża i rzepaku doznałem olśnienia. Dawno już niczego nie pisałem, a tu nagle wpadł mi taki motyw:

Epidemia ciszy, tylko zboże pląsa,

A owady mruczą wieczorne pacierze.

Coś tam jeszcze dalej nagrałem, muszę teraz przesłuchać dyktafon. Brakuje mi determinacji w kończeniu kilku tekstów. Tego pewnie też nie skończę.