Zaznacz stronę

Byłem w Gliwicach, w serwisie, bo nadszedł moment przeglądu gwarancyjnego mojej nowej maszyny. Na Wójtowej Wsi jedyną atrakcją była świetna kawa w salonie. Dlatego nie mając co robić podczas czekania na zakończenie usługi, napisałem dwa sonety. Poniżej jeden z nich.

Widok szkieletów listopada,

Drzew nagich z zachrypniętym szumem.

Wiatr szarpie ostrą mrozu strunę,

Fałsz z dźwiękiem ciepła się nie zgadza.

Tańczące dymy nad dachami,

Giętkie, śmierdzące czarownice.

Reklamy miasta nie chcę krzyczeć,

Ich czar w szarudze miasta zamilkł.

Jak mam powiedzieć słowo czułe,

Ten czas do uczuć nie pasuje,

Odrażający czas katarów…

Lecz chwil tych przecież nie zmarnuję,

Nie pożałuję spojrzeń paru,

Ty uśmiech słodki mi podaruj.

Wprawdzie jest już grudzień, ale pierwsze wyrazy pochodzą jeszcze z listopada. Napisałem je w siłowni podczas treningu.