Zaznacz stronę

Rozdział 1

Osioł na Gwarki

Usiadł przed ekranem komputera. Przez kilka minut wpatrywał się w pusty ekran, jakby modlił się o cud natchnienia. Potem zrobił spory łyk kawy, przetarł oczy i zabrał się do pisania:
„Pierwszy wpis na blogu powinienem rozpocząć od krótkiego przedstawienia się. Jestem poetą, a właściwie literatem, bo piszę nie tylko wiersze. W kamienicy, w której mieszkam przylgnęła do mnie ksywa: Poeta. Tak nazwały mnie sąsiadki z parteru Kaniowa i Cila, bo notorycznie dręczę je swoją twórczością, kiedy siedzą na werandzie, czyli laubie i piją popołudniowe kawy. Uważają mnie za nieszkodliwego idiotę, a ja staram się być dla nich złośliwy na tyle, żeby zrozumiały o co mi chodzi, a równocześnie żeby nie być prostacki.
– Panie Poeta, wyście przecam jakieś studia skończyli – rzekła pewnego razu Kaniowa, kiedy przeczytałem w laubie kolejne dzieło – Wziylibyście sie do roboty!
– Cały czas pracuję – trochę mnie ruszyło, bo leniem nie jestem. Oczywiście, że mam jakiś zawód, rzec można wielki zawód. Wiadomo, słowo to ma dwojakie znaczenia. Moje studia i pierwsze lata pracy zwieńczyły się wielkim zawodem. Teraz pracuję bardziej intelektualnie i twórczo, dla prostych ludzi starej daty nie jest to żadne zajęcie. Urzędnik, tak! Lekarz, prawnik to są zawody. Nauczyciel? Jak najbardziej dla Kaniowej i Cili to społecznie pożyteczny zawód.
Moja żona jest nauczycielką. Jest najszczęśliwszą osobą pod słońcem… kiedy jest koniec roku szkolnego i nie ważne, czy faktycznie wtedy słońce świeci. 01 września jest dla niej przykrą datą i to nie z powodu rocznicy wybuchu II wojny światowej, chociaż w teraźniejszych realiach żałuje, że nie urodziła się wcześniej, bo dawno byłaby na emeryturze.
Przed wyjściem na inaugurację obecnego roku szkolnego spojrzała na mnie wzrokiem błagalnym.
– Powiedz mi coś ciepłego.
– Powiem ci kilka nawet: piecyk, kaloryfer, kołdra.
– Jesteś starym, cynicznym kretynem – odparła i poszła edukować przyszłość narodu.
Wszystko, co powiedziała zgadza się, a przede wszystkim to, że jestem starszy od niej. Zazdrości mi tego, wystarczyłoby, żeby była w moim wieku i objęły by ją jeszcze inne zasady emerytalne.
– Nauczycielka szybciej powinna iść na emeryturę, bo ma dwa razy do roku nowy rok i chociażby przez to szybciej nabija sobie lat – powiedział i zaraz dodała energicznie – co wcale nie oznacza, że się szybciej starzeje.
Dlaczego zabrałem się do prowadzenia bloga? Nie potrafię tego umotywować. Z pewnością jest to moda, nie ukrywam, że namawiali mnie do tego przyjaciele. Odrobina prawdy tkwi w chęci zaistnienia w internecie z własnymi uwagami, spostrzeżeniami i przeżyciami. Lubię się dzielić z bliźnimi wszystkim dobry, a jeśli coś publikuję to także złym. Tak sądzi mój przyjaciel. Jest on prawdziwym przyjacielem, bo takowych poznaje się w biedzie. My poznaliśmy się w biedzie, w biedzie żyjemy i w biedzie pomrzemy, dlatego śmiało stwierdzam, że jesteśmy dozgonnymi przyjaciółmi. Tej biedy specjalnie po nas nie widać, zwłaszcza po nim.
– Namawiają nas, żebyśmy się jakoś przebrali na pochód gwarkowski – rzekłem podczas niedawnego spotkania wyraźnie robiąc aluzję do jego brzucha. – Ty mógłbyś się przebrać za Sedlaczka.
Spojrzał na mnie z ukosa, zrobił łyk piwa i wycierając resztki piany spod nosa odparł:
– Dobry pomysł, pod warunkiem, że jako osioł pociągniesz mnie na wózku.
– Jestem za wysoki. Normalnie takich osłów nie ma.
– Racja, ale ty jesteś największym osłem, jakiego znam i nienormalnym dodatkowo – tak mnie tym stwierdzeniem zdołował, że musiałem wypić kolejne piwo.
Fakt faktem, Gwarki za pasem. Święto jest sztandarową imprezą naszego powiatu, co sugerują ludzie związani z kulturą. Ja związany z kulturą nie jestem, bo uważam, że ona nie powinna wiązać, ale wręcz uwalniać. Jako mieszkańcy miasta módlmy się, żeby na święcie była paskudna pogoda. Przynajmniej będzie na kogo zwalić wszelkie niepowodzenia i niedociągnięcia organizacyjne. Ludziom święto się podoba i to należy uszanować, ja mam inne odczucia, ale szacunku nie wymagam, a jedynie przyznania racji. Brakuje Gwarkom koncepcji.
– Moja klasa ma iść w pochodzie, a brakuje mi koncepcji na przebranie – żaliła się żona. – Wymyśl coś, od czego cię w końcu mam?!
– Niech się przebiorą za strajk w 1980 roku podsunąłem myśl.
– Super! To jest na czasie – krzyknęła i zaraz poleciała z fantazją dalej. – Młodzież zrobi tablice z postulatami, ile ich tam było? 21 chyba?
– Z tym byłbym ostrożny, bo zrobisz niezłe zamieszanie polityczne. Ósmy postulat to podniesienie zasadniczej płacy o 2 tysiące złotych! Za takim żądaniem pójdą nie tylko uczniowie, a przede wszystkim nauczyciele…”
W tym momencie Poeta przerwał pisanie, bo na klatce schodowej usłyszał jakieś lamenty. To pies sąsiada, Policmajstra się gdzieś zapodział. Jego pan leży w szpitalu, zwierzakiem zajmuje się Cila. Siedziała jak zwykle w laubie z Kaniową, pies biegał po podwórku. W pewnym momencie drzwi od ulicy otwarły się i pies uciekł na miasto.
„Duch opy Francka” – pomyślała Kaniowa.
– To co pani robiła, że w porę nie dostrzegła, co się dzieje? – zapytał Poeta.
– Czytałach na głos program Gwarków, bo Kaniowo bez bryli niy widzi.
– No tak, pies usłyszał program Gwarków! Ale są dwie możliwość, albo uciekł z rozpaczy, albo zafascynowany pobiegł zobaczyć przygotowania – skonstatował Poeta.
– Gupielok! – burknęła Kaniowa, a Cila ze łzami w oczach stwierdziła, że jest bez serca. Psa może ktoś ukraść, auto przejechać i co ona teraz powie sąsiadowi? Lepiej pomógłby szukać zwierzaka.
– Dajcie mi święty spokój, pies wróci sam, bo jest mu tutaj dobrze. Mam ważniejsze sprawy na głowie. Idę pisać bloga – powiedział Poeta, a kiedy był już na półpiętrze, Kaniowa Zapytała koleżnkę:
– Cila, Co to jest ta bloga?
– Zdo mi sie, że Poeta godoł po naszymu – tłumaczyła Cila i dodała, że blaga czysto po polsku oznacza kłamstwo. Kaniowej to pasowało, bo Poetę w jej mniemaniu tylko stać na pisanie cygaństwa.