Zaznacz stronę

Muza

Z inwencji wypruty, zmarniały literat,
Nie wiedząc co pisać, jak zdania dobierać,
Już dnia pół przesiedział wpatrzony bez przerwy
W lot muchy przy oknie, a efekt był mierny.

Był bliski depresji jak ciału koszula,
A bezład myślenia pod czaszką mu hulał.
Do muzy się modlił skamlając jak szczeniak,
Bo lżejszą z pewnością ma pracę kamieniarz.

„Przyjdź do mnie pod jaką chcesz tylko postacią,
Przynajmniej na moment bym mógł pisać zacząć,
A reszta już sama po twoim zaczynie
Urośnie jak ciasto, jak potok popłynie.”

Aż wreszcie w pokoju zjawiła się muza,
Przyniosła ze sobą cudowny odkurzacz,
Spojrzała na półki, zerknęła po kątach…
„Nie robisz nic – rzekła – więc pokój posprzątaj.”

Posprzątał, bo w muzie czarowna moc taka,
Że spojrzy i daje do czynu kopniaka.
Nie zawsze do tego, co literat pragnie…
Czemu tak się dzieje, mędrzec nie odgadnie.

Męczyła mnie ostatnia zwrotka. Nie wiedziałem, czy ją napisać, czy tekst zakończyć wypowiedzią muzy. Ostatecznie napisałem, wymęczyłem i jest. Zawsze można ją wyrzucić.