Zaznacz stronę

Upał

Przeszło przez miasto kudłate słońce rozleniwione
Z sercem tętniącym wielkim gorącem nie do zniesienia,
Chwilę na skwerku głowę złożyło w krzewów koronę,
Lecz nie na długo! Pies je szczekaniem wygonił z cienia.

Do autobusu weszło, by trochę wędrówkę skrócić,
A tam tłok straszy, wszyscy spoceni, każdy nerwowy
Jeden udaje, że już umiera, drugi się kłóci,
Już nie wiadomo, czy to autobus, czy piec chlebowy.

Blisko południa słońce uniosło się nad dachami,
Promienne strąki w parku oplotły omdlałe drzewa,
Ptaki zmęczone przycichły w gniazdach, nawet wiatr zamilkł
Tylko na wieży dzwon się rozruszał, głucho zaśpiewał.

Musiały sprawić pewnie te dzwonu dudniące dźwięki,
Że przemęczone widać, bo chmurkę dzierżąc kurczowo
Poszło wolniutko do miasta granic na nogach miękkich
Ku zachodowi drogą pylistą kaszląc burzowo.