Zaznacz stronę

Bezdomne spojrzenie

Spotkałem spojrzenie dziś na spacerze,
Bezdomne i smutne niczym nekrolog,
Szepnęło: „Proszę, może mnie nie zabierzesz,
Dzień cały chodzę, już mnie nogi bolą.

Mojego serca przynajmniej wysłuchaj,
Cichej melodii życia pozytywki
Przytul mnie mocno, zaczyna się plucha,
Deszcz zimny pada na wszystko i wszystkich.

Nie mam gdzie spocząć sunąc miejskim światem,
Parkowe ławki są mokre i brudne,
W kawiarni stać mnie na gorzką herbatę.
Z obojętnością istnieć mi najtrudniej.”

Tak się żaliło spojrzenie spod powiek,
I spadających na policzki włosów.
Musi naprawdę być nieczułym człowiek,
Żeby zostawić go na pastwę losu.

Co miałem zrobić z bezdomnym spojrzeniem,
Musiałem znajdę nakarmić, zachęcić,
A wypoczęte było jak marzenie!
Piliśmy wino razem uśmiechnięci.