Zaznacz stronę

Sny miewam straszne, rzucam się i pocę,
A zwłaszcza jeden scenerią swą męczy –
Porozkładane na półkach owoce
W drewnianych skrzyniach, w woalach pajęczyn.

Jedne niewielkie jak groch lub jagody
Inne wielkości gigantycznej dyni,
Świeże i zgniłe roślin różnych płody,
Niektórym robal dziurek moc uczynił.

Wstrętny to obraz, bowiem grzyb na ścianach
Budynek zżera i kruszy się cegła
Ganiają szczury, myszy cała zgraja,
Mam przekonanie, że nikt o nic nie dba.

Nagle się Anioł nie wiem skąd wyłania
Wyjaśnia patrząc mi w oczy zamknięte:
– Widzisz owoce ludzkiego działania,
Miejsce to straszne, ale wiedz, że święte.

Anioła błagam, bym mógł już ze snu wstać!
Drzwi brudne pchnąłem, zgrzyta oczu zawias…
Słońce za oknem wschodem w drzewa wrasta.
Jak spłodzić owoc czas się zastanawiać.