Zaznacz stronę

Majowy spacer po parku, wśród starych drzew sadzonych jeszcze przez służbę Donnersmarcków, daje prawdziwy relaks dla duszy i ciała. Oddycha się historią, napawa teraźniejszością i rozmyśla o przyszłości…

No tak! Piszę opowiadanie i to w stylu Hemingwaya. Myślę, że na początek tak będzie dobrze. W tym miejscu wpiszę jakieś refleksje, które zwykle w Parku Repeckim człowieka dopadają.

Trochę wieczornego wysiłku wystarczy, żeby pobudzić apetyt. W domu jest z pewnością wiele produktów, z których zmajstruję sobie kolację, ale tak na wszelki wypadek postanowiłem wstąpić do marketu. Tam zatrzymałem się na moment przy stoisku z owocami i całą gamą zieleniny.
„Tak, kupię sobie pomidory paprykowe” – pomyślałem i kiedy ładowałem je do woreczka, przypomniałem sobie sklepowy epizod sprzed kilku miesięcy. Właśnie przy tym stoisku spotkałem naszego proboszcza.
– Widzę, że ksiądz planuje zdrową kolację – zagadnąłem, kiedy ten zapełniał zrywkę pomidorkami.
– Tak, lubię pomidory, a poza tym szybko się z nich robi sałatkę, bo wystarczy przekroić na pół, dodać cebulę, jakąś sałatę albo ogórka – odpowiedział.
I własnie dzisiaj postanowiłem zrobić sobie na kolację taką sałatkę. Ku jego czci, bo proboszcz wczoraj umarł.