Zaznacz stronę

Nie śpię, poranek wypełza już pewnie
Za oknem, na łące chłód budzi trawy
Wątły mgły woal na roślinach krzepnie
W bezmiar paciorków, kropelek srebrnawych…

Rosa to łzy są niekochanej nocy
Ponuro bladej bez wyraźnych przyczyn,
Przy której Księżyc sierpowaty kroczy
Jak kot łapiący gwiazdy – nieba myszy.

A może rosa jest śladem kąpieli
Pięknych czarownic, które czuwać muszą,
Żeby choć trochę mrok nocy wybielić
Spóźnionych diabłów marzeniami kusząc?

Tak sobie roję, a mądrość zaprzecza.
Czy ona zawsze musi niszczyć magię,
Kiedy bezsenność gładzi mnie po plecach
I płynę w nicość z prześcieradła żaglem?