Zaznacz stronę

– Zmieniłeś się na bardziej groźnego, czy tylko grasz przede mną? – spytała patrząc mu prosto w oczy.
– Z wiekiem wyrosły mi pazury, stałem się drapieżny – odpowiedział odważnie odbierając jej ostre spojrzenie, ale z ledwo zauważalnym przymrużeniem oczu. Nie bał się jej natarczywości, jednak nie spodziewał się takiego obrotu sprawy.
– Ta…k! – zaśmiała się i dodała bezczelnie:
– Pazury wyrosły, bo wypadły zęby drapieżnika i nie masz czym ich ogryzać.
Ta konkluzja już go zdenerwowała z lekka. Zrozumiał, że dziewczyna przejmuje inicjatywę w rozmowie, a nie o to chodziło w zaaranżowanym spotkaniu.
– Umówiłem się z tobą, żeby zaproponować pewien układ, zaangażowanie w ciekawą przygodę, a nie na dyskusję o moim charakterze, a już z pewnością nie po to, żeby taka osóbka jak ty była moim inkwizytorem. Teraz powinienem zakomunikować, że to ty zmieniłaś się na głupszą i nie mam zamiaru dalej prowadzić rozmowę. Masz tu pięć dych – sięgnął po portfel w tym momencie – zapłać za siebie i za mnie.