Zaznacz stronę

– Co u ciebie słychać? – powiedziałem do słuchawki… No przecież, że nie do słuchawki, tylko przez słuchawkę do Beaty, dyrektorki muzeum. Użyłem domowego telefonu stacjonarnego, bo po pierwsze komórkowy ładował się w sypialni, a po drugie, co powinienem postawić na pierwszym miejscu, nudziłem się w domu i szukałem pretekstu do wyjścia na świat. Nawet taki ogromnie niewielki jakim są Tarnowskie Góry.
– Jak zwykle wiele słychać, ale jeśli masz czas, to wpadnij – odparła Beata. – Właśnie mam zamieszanie z instalacją nowego pomysłu. Mówić nie za bardzo mogę, bo są jeszcze pracownicy z zewnątrz i muszę sprawę ogarnąć, ale za pół godziny coś ci pokażę.
– Z tym czasem to jest różnie – cyganiłem jak z nut, bo przecież nie miałem zajęć tego dnia, ale gdym się przyznał, że nic nie robię, pomyślałaby, że jestem chory. Brnąłem dalej:
– Ale zachęciłaś mnie tym nowym pomysłem. Dobrze wiesz, że teraz wywołałaś zainteresowanie, które nie pozwoli mi normalnie funkcjonować.
– Nie zalewaj, tylko przyjeżdżaj!
– Już zalałem!… Kawę. Wypiję ją i będę za około pół godziny – na tym zakończyła się nasza rozmowa.