Zaznacz stronę

Podciep

Pewną młodą, przyszłą matkę spod Skoczowa rozpierała energia. Czuła się tak dobrze, że nie zamierzała zmieniać trybu życia, jaki przystoi kobiecie w odmiennym stanie. Była osobą bardzo lubianą, towarzyską, dlatego umilała sobie czas ciągłymi wizytami, sama także przyjmowała koleżanki. Nie podobało się to starszym członkom rodziny.
– Ciąża to nie jest byle co! Nie wystarczy mieć chłopa i już! – denerwowała się matka, kiedy widziała jak jej córka lekkomyślnie wykonuje szereg czynności od wieków zakazanych dla brzemiennej.
– Mamo, dajcie sobie spokój z tymi dobrymi radami, nie jestem już dzieckiem – irytowała się młoda kobieta.
– Dla mnie zawsze będziesz dzieckiem, a teraz swoje w brzuchu nosisz i musisz o nie dbać – matka nie dawała za wygraną. Marudziła dalej, a córce już się niedobrze od tego robiło. Hamowała się, żeby powiedzieć jakieś ostre słowo, bo chociaż najświętsza nie była, to jednak rodziców szanowała.
– Przecież nic takiego nie robię! Jem ile się należy, zdrowa jestem! Jak mam jeszcze o siebie zadbać?
– Po ludziach nie goń, jeszcze z tego jakieś nieszczęście wylęgnie!
– Mam całymi dniami w domu siedzieć sama? Chłop w robocie, z nudów tutaj można umrzeć? Szyć mi nie pozwolicie, ani cerować, prać i wieszać prania też nie. Obiadu ugotować nie pozwolicie, bo garnków zakryć pokrywką podobno zamknąć nie mogę. To co mi w końcu wolno robić? – pytała ciężarna głosem mocno zirytowanym.
– Najlepiej nic nie rób! Siedź w domu i koniec! Do kobiety w ciąży zawsze się złe przyklei, a w izbie jest bezpiecznie i głupoty do głowy nie przychodzą – rzekła matka i poszła nakarmić wieprzka w chlewku i kurom posypać ziarnka.
Córka została sama, łzy jej napłynęły do oczu, bo widziała, że jest w sytuacji bez wyjścia. Matka ją straszyła, a w mężu miała wprawdzie oparcie, ale i on pod wpływem tych wszystkich uwag zgłupiał kompletnie. Chciał mieć dziecko zdrowe, o ciąży wiedział tyle, że bez jego udziału do niej by nie doszło i nic więcej, więc wierzył teściowej. Tym bardziej, że i jego matka potwierdzała możliwość wystąpienia wszystkich zagrożeń.
Plątała się po mieszkaniu i poprawiała poduszki i pierzyny w sypialni, odkurzyła półki i wszystkie ozdoby. Na koniec siadała przed lustrem, żeby uczesać włosy, bo spływały jej aż na ramiona w bezładzie. Zerknęła na siebie i zaraz poprawił się jej humor. Wyglądała ładnie, świeżo i zdrowo, będzie miała syna, wszyscy jej to mówią, ale…
Jak sobie przypomniała te wszystkie zakazy, które jej dotyczą spochmurniała i w napadzie złości pokazała język swojemu odbiciu. Zakryła twarz, a potem gwałtownie odsłaniając zrobiła taką paskudną minę, że zwierciadło delikatnie pokryło się mgiełką wstydu.
– Nienawidzę się! – warknęła szczerząc groźnie białe zęby.
Wtedy właśnie coś ją zaniepokoiło w lustrzanym odbiciu. Przecież na ścianie nic nie wisi, a w zwierciadlanym odbiciu wyraźnie coś widnieje, jakiś obrazek, czy portret?
– Cóż to za licho! – szepnęła i trochę się przeraziła.
– Żadne licho, moja pani – usłyszała głos wydobywający się z głębi lustra. To tylko ja, mały niewinny diabełek!
– Jeszcze tego mi nieszczęścia brakowało! Nikt ciebie tu nie prosił!
– Takie pokazywałaś maski, że nawet sam Lucyper chciał ci się pokazać, ale pewnie byś ze strachu poroniła, a jesteś nam potrzebna i twoje dziecko też…
Coś jeszcze chciał powiedzieć, ale do izby wpadła matka i widząc, co się dzieje musiała szybko zadziałać. Zakryła lustro starym płaszczem, a potem pomogła córce położyć się na leżance, bo zesłabła.
– Mamo, proszę cię bardzo, tylko nie ględź – szeptała leżąc wpatrzona w sufit. Coś mi się przewidziało. Od tej bezczynności już mi się miesza w głowie.
Matka sama była tak wystraszona, że już nie komentowała niczego, uklękła przed obrazem i modliła się aż do obiadu. Nie zapomniały obie o przykrym zdarzeniu, ale stało się to ich tajemnicą. Wolały milczeniem przesunąć wszystko w niepamięć. Udając, że nic się nie stało, chciały diabła zniechęcić do kolejnych kontaktów z ciężarną.
Kobieta szczęśliwie urodziła zdrowego, ślicznego syna. Radości było co niemiara. Ojciec chwalił się synem przed sąsiadami i znajomymi, dumny był z żony i stale jej to powtarzał zwłaszcza, po wypiciu z kolegami kolejnej pępkówki. Kiedy młoda mama wydobrzała po porodzie, a tatuś obiecał, że już przestanie pić pozbierali się i poszli razem na farę zgłosić dziecko do chrztu. Małego zostawili pod opieką babci.
Spał sobie noworodek w kołysce, pogoda była piękna więc babcia okno lekko uchyliła. Pamiętając o szczególnym zainteresowaniu diabła nie spuszczała z niego oczu, patrzyła na wnuka i modliła się. Różaniec w jej rękach monotonnie się kołysał, za oknem ptaki ćwierkały. Lato tego roku było piękne, zza okna dolatywał zapach jabłek. Oczy pilnującej dziecka kleiły się do snu, powieki opadały ciężko, a usta rozdzierało ziewanie. Nagle ktoś zastukał do drzwi. Ocknęła się kobieta i podreptała do sieni, otwierając drzwi zrobiła przeciąg. Zawiało tak mocno, że aż okno w izbie niebezpiecznie trzasnęło… a za progiem nie było nikogo!
– Straszy, żeby tylko coś się dziecku nie stało – szepnęła kobieta, a ono właśnie odezwało się krzykiem dziwnym jakby kwik prosiaka.
Pobiegła pełna obaw i mało nie zemdlała! W kołysce leżał podciep! Diabelskie dziecko! Z wielką głową kudłatą, na której czole już widać było zaczątki rogów. Twarz miał szpetną, pomarszczoną i umorusaną węglem.
Kiedy rodzice wrócili zrobiła się niezła awantura, lament z bezsilności i przeklinanie losu. Potem trzeba jednak było coś przedsięwziąć.
– Tacy teściowa jesteście zawsze mądrzy, to teraz powiedzcie, co robić? – pytał ojciec wściekły jak osa.
– Starzy ludzie mówią, że trzeba bić podciepa, żeby płakał. W wtedy diabeł po niego przyjdzie.
– Mamo, ale on i tak cały czas płacze, a diabeł wszystko to ma gdzieś! – szlochała młoda.
Siedzieli i dumali, dziecko nic jeść nie chciało, tylko wyło. Żeby uspokoić nerwy ojciec otworzył sobie piwo, popijał i przyglądał się brzydactwu. Wtedy podciep uciszył się i uradowany, oblizując spękane usta zaczął mlaskać dając do zrozumienia, że chętnie by się napił.
– Przecież dziecku piwa dawać nie będziesz! – protestowały kobiety.
– Jakie to dziecko! Podciep diabelski! – powiedział ojciec i napoił go piwem.
Stał się cud, podrzutek uspokoił się i zasnął. Tyle mieli dobrego, że był spokój.
Przez następne kilka dni podciep pił piwo, a rodzina próbowała różnych sposobów znalezienia swojego dziecka. Niczego jednak wymyślić nie potrafili i już byli bliscy załamanie, kiedy którejś nocy…
– Ktoś wali do drzwi! Idź zobacz! – żona zbudziła chrapiącego u jej boku męża.
– Zdawało ci się, kto by tam o północy się dobijał – burknął pół śpiący, ale uderzenie powtórzyło się ze zdwojoną siłą.
– Wciągaj spodnie i idź, bo drzwi wyważy!
Mąż zabrał latarnię i poszedł, a żona narzuciwszy coś na grzbiet kroczyła za nim ciekawa, co się dzieje. Na progu stał diabeł i trzymał w ramionach ich synka. Dzieciak darł się wniebogłosy. Ojciec już się zaczął oglądać za czymś, chcąc czartowi dobrze przyłożyć, a kobieta nabrała do garści wody święconej, którą zawsze przy wejściu mieli.
– Ludzie kochani, nie róbcie mi krzywdy. Oddam wam syna i tak sprawię, żeby do końca życia miał dostatek wszystkiego. Bierzcie go sobie, bo z nim wytrzymać nie można w piekle, a mój podobno grzecznie śpi.
Rodzice oddali podciepa, przedtem jednak zmusili diabła do podpisania wszystkich zobowiązań na korzyść dziecka.
– Pierwszy raz podpisuję cyrograf – marszczył się zniesmaczony diabeł, ale co miał robić?
Za kilka tygodni dziecko miało chrzest. Wszystkim wiernym w kościele się zdawało, że figury świętych jakby oczy z lekka odwróciły. Organista fałszował bardziej niż zwykle, a kiedy ksiądz polewał głowę, chłopiec złapał go za palec i nie chciał puścić.
Żył długo i szczęśliwie. Niektórzy ludzie przez całe życie mówili o nim, że diabła ma za skórą. W istocie nie był złym człowiekiem, ale jak ktoś raz się do piekła dostanie, to zawsze za nim trochę tęskni.