Zaznacz stronę

Znowu skubnąłem nieco kryminału. Jak tak dalej pójdzie, to do końca roku powinienem… nie, nie! Nie skończyć, ale mieć materiał wyjściowy, nadający się do zbudowania powieści.

Wyszedł szybko z sauny, żeby przypadkiem ktoś inny go nie ubiegł i nie wskoczył przed nim do baseniku z zimną wodą. Kątem oka zauważył, że wokół okrągłego brodzika siedzą znajomi, których nazywał lożą szyderców. Kamil sam miał cięty język i konkurowali zwykle w wymianie złośliwości.
Wchodząc do baseniku o mały włos nie potknął się o wrzucone tam butelki z wodą i innymi napojami. Zaklął w duchy, bo nie cierpiał tego procederu, ale co miał zrobić, przecież sam na świecie nie żyje.
Zimna woda po saunie sprawiała mu błogą przyjemność. Zanurzył się cały raz i drugi, chwilę przeczekał pod wodą w bezdechu, a kiedy wystawił głowę ponad brzeg zbiornika…
– Ha, ha! – dobiegło ze strony loży szyderców.
Nie wiedział o co chodzi, nawet nie miał pojęcia, z kogo się śmieją. A rechotali z jego powodu, bo na głowie miał etykietkę z wody mineralnej.
– Kurwa mać! Ja tu kiedyś kogoś zamorduję. Najchętniej wszystkich właścicieli tych flaszek! – krzyknął wściekły.
Niebawem bardzo pożałował tych słów.