Zaznacz stronę

Na pasach przepuścił rozwrzeszczaną wycieczkę z pierwszych klas podstawówki chyba, bo takie sadzeniaki pasowały mu wzrostem do wieku czwartoklasisty. Maluchy pognały do kasy Parku Wodnego takim tempem, że zdyszane opiekunki musiały je hamować. Cały cyrk dział się w akompaniamencie pisków i łajań.
„Za żadne skarby świata nie pracowałbym w szkole” – pomyślał Kamil wychodząc z zaparkowanego samochodu. Zatrzymał się jak zwykle na ostatnim stanowisku, gdzie auta stoją prostopadle do reszty pojazdów. Dwoma krokami przemierzył wąski pas trawnika, a kiedy przemykał między autami o mały włos nie został potrącony przez rozpędzone bmw.
– Ty kretynie – krzyknął i pogroził pięścią, ale co by sobie z niego robił kierowca uprzywilejowanej marki samochodu.
– Jeszcze kogoś zabijesz draniu – dodał, a kiedy zrobił może jeszcze ze dwa kroki usłyszał przeciągły krzyk. Struchlał podejrzewając, że już doszło do tragedii.
Jak się za chwilę okazało, faktycznie doszło, lecz nie bmw przejechało kogoś.
Na środkowym parkingu stała zgrabna brunetka, to ona krzyczała. Kamil podszedł i zapytał co się stało. Nie odpowiedziała, wskazała palcem w szparę między oplem i fiatem. Leżał tam człowiek.
– Trup? – wyszeptała, raczej zapiszczała gardłem wyschniętym krzykiem. – Niech pan zaprzeczy, że to jest trup!