Zaznacz stronę

Waga

Snów moich fabuła z obłędem graniczy,
Z proroctwem, powiedzmy z realną refleksją,
A może po prostu nie różni się niczym,
Co ludziom się zdarza i nie dziwne jest to…

Chrapałem, a sufit słał echem odpowiedź
Z oddechem splecioną i do mózgu słaną.
Tak się sen formował w niespokojnej głowie
Od północy chyba, aż po wczesne rano.

Dwie dziwne postacie, pierwsza w długiej albie,
Gorzko uśmiechnięta, w nimbie promienistym,
Druga czarno bura o sylwetce małpiej,
O twarzy złośliwej i spojrzeniu mglistym.

Postacie – demony apokaliptyczne
Na wagę rzucały to, czego się wstydzę,
Stosy moich grzechów zgromadzonych licznie,
Aż szalki stękały, łkał wagi języczek…

Wtem waga ożyła jak zjawa nieziemska,
Ramiona zgrubiały, oczy jej iskrzyły,
Miotała nieznane mi dotąd przekleństwa,
Krztusiła się jedząc z szalek moje czyny.

Waga rosła, rosła jak wieża warowna,
Smak moich pomyłek ohydę w niej wskrzeszał,
Języczek u wagi, dawniej blaszka drobna,
Zawisł nad mą głową jak miecz Damoklesa.