Zaznacz stronę

Szła drogami naga prawda,
Jak stworzyła ją natura.
Nikt o biedną nie chciał zadbać,
Nie chciał znać jej nikt akurat.

Twarda jak drewniana ławka
W poczekalni dworca smutku,
Tam, gdzie pociąg staje z rzadka,
Ciągnąc pustkę powolutku.

Zagłuszona stad krakaniem
Podłych wron i kruków ciemnych
Idzie przed się, czasem stanie,
By popatrzeć im na gęby.

Aż dopadło ją dewotek
Kilka wielce oburzonych.
„Ubierz się, by chronić cnotę,
Czy nie widzisz lud zgorszony?”

Naga prawda tak odrzekła,
Rozjaśniając twarz uśmiechem:
„Wy nie znacie zasad piekła,
Ubieranie mnie jest grzechem.

Mnie nie trzeba przyodziewać,
W zdobne suknie, fatałaszki.
Naga tak się dobrze miewam,
Że nie żądam cudzej łaski”.