Zaznacz stronę

Para

Nie można powiedzieć, że był człowiekiem, któremu w życiu się nie powiodło. Należał do zamożnych, choć młodych, ale szanowanych mieszkańców. Rozliczne znajomości, kontakty w różnych sfera polityki i biznesu stawiało go z pewnością na poziomie szczęśliwych ludzi. Jednak nie całkiem. W życiu osobistym coś mu się nie układało, nie potrafił znaleźć partnerki, z którą szedłby przez długie lata do złotej jesieni. Na pewno nie tylko we dwoje, ale z potomstwem, a w dalszej perspektywie z wnukami. Od kobiet nie stronił, one też nie ukrywały, że są im zainteresowane, ale co innego zainteresowanie, a co innego miłość i życie rodzinne.
Udawał singla. Znajomym, którzy natrętnie zarzucali go pytaniami o sprawy sercowe, odpowiadał, ze stać go na wiele, nawet na samotność. Nie kłamał, ale wiedział dobrze, jak wiele go ta samotność kosztuje. Najcenniejszymi walutami są czas i uczucia. Wieczorami, tymi które musiał spędzać samotnie w obszernym domu, rozmyślał nad zmianą statusu. Czynił to tak długo, aż zasypiał w towarzystwie telewizora i szklaneczki z niedopitą whisky.
Jednego razu zebrało mu się na nostalgiczne wspomnienia rodzinne. Przeglądał stary album ze zdjęciami, takimi naprawdę starymi sprzed wojny. Natknął się na pożółkłą fotkę pradziadka.
– No proszę – powiedział do siebie – jestem kontynuatorem tradycji rodzinnej.
Miał na myśli historię przodka, który także długo nie potrafił się ustabilizować, o czym opowiadała mu matka. Był do tego stopnia zdeterminowany, że uległ poszeptom kolegów i udał się do wróżki. Ledwo wszedł do apartamentu, mrocznego, bo okna szczelnie zasłaniały portiery, wiekowa wróżka z wyglądu wypisz, wymaluj czarownica odezwała się rozkazująco ochrypłym głosem:
– Siadaj młody człowieku, ale przedtem włóż zadatek do dzbana na kredensie.
Wszystko potrafię wywróżyć, prócz pieniędzy dla siebie.
Pradziadek był tak spięty sytuacją, że chciał uciec, ale wróżka zabrała się do rzeczy. Kazała pokazać lewą dłoń, potem wgapiła się w szklaną kulę i rzekła:
– Jesteś mało szczęśliwy, bo nie masz pary. Zgadza się?
– Tak – delikwent przytaknął.
– Sprawa jest prosta, idź na dworzec, tam ją znajdziesz.
Po wyjściu z mieszkania wróżki, pradziadkowi pojaśniało w głowie. Był przekonany, że wróżka zadrwiła z niego. Świat żył wtedy w epoce pary, cały transport kolejowy był uzależniony od siły gazowej formy wody. Doszedł jednak do wniosku, że skoro zapłacił, skoro otrzymał poradę, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby przespacerować się w kierunku dworca. Bez większej nadziei na sukces wkroczył na peron. Wtedy właśnie w oddali zobaczył unoszące się kłęby dymu, na stację wtoczył się pociąg, zgrzytnęły hamulce, bufory wagonów odezwały się charakterystycznym klaśnięciem. Z parowozu wydobywały się kłęby pary. Pasażerowie wygramolili się z wagonów, konduktor i dyżurny ruchu przypominali o ostrożności. Po jakimś czasie pociąg ruszył dalej, a na peronie został pradziadek i młoda kobieta ze sporym bagażem.
– Przepraszam pana bardzo, czy nie zechciałby mi pan pomóc? – nieco speszonym głosem zapytała osóbka.
Pradziadek pomógł jej. Nie tylko tym razem, ale przez całe życie. Panna przyjechała do Tarnowskich Gór poproszona o pomoc przy chorej, zamożnej ciotce. Pobrali się i żyli szczęśliwie.
Odłożył album. No nie! Nie będzie się wygłupiał przecież. Włóczeniem się po infrastrukturze kolejowej nie spowoduje wybuchu miłości. Może do samej kolei, ale to zaowocować może skłonnościami hobbystycznymi do miniatur.
– A właściwie co mi szkodzi – powiedział do siebie, odstawił szkło z whisky i pojechał na dworzec.
Było już ciemno, a do tego mgła spowiła świat. Udał się na peron, bo spikerka ogłosiła przez ochrypły megafon, że wjeżdża pociąg. Nawet nie wsłuchiwał się skąd dokąd. Nie miało to znaczenia. Stanął przy tunelowych schodach. Gromada pasażerów wyskoczyła z wagonów. Na oślep pognali przez mgłę, byle szybciej znaleźć się w domowych pieleszach.
– Przepraszam – ktoś go potrącił, zaraz też usłyszał pretensję – A stanął pan w takim miejscu, żeby przeszkadzać… Boże, to pan?
– Przypuszczam, że ja, ale nigdy nie jestem tego pewien – odparł też zdziwiony, bo potrąciła go torbą podróżną jego była pracownica. Młoda zaraz po studiach, odbyła staż i przeniosła się do Katowic.
– Pan to zawsze jak odpowie, to się uśmiać można. Co pan robi na dworcu o tej porze? Jedzie pan gdzieś? Odebrali panu prawko? Za punkty, czy za drinki? – Nie jeździć mogę, a szukam na dworcu pary. – No to ją pan znalazł – powiedziała dziewczyna.
– Masz na myśli siebie? – bezwiednie przeszedł na ty
– Ha, ha! Mam na myśli mgłę – śmiała się pełnym głosem. – A właściwie, skoro panu… skoro nie odebrali ci prawka, to możesz mnie podwieźć do domu.