Zaznacz stronę

Ballada o pasie cnoty

Cóż tak wywoła lawinę śmiechu
Jak głupie żarty i anegdoty
Czasem pikantne z motywem grzechu
Z problemem jaki robił pas cnoty
Raz pewien rycerz lat średniowiecza
Kazał pas żonie wykonać kuciem
By to, co w damie nie jest do miecza
Na czas absencji pozbawić uciech.

Bowiem szykował się na krucjatę
I choć był pewien żony wierności
Musiałby wielkim być wariatem
By jej nie chronić tak dla pewności
Nie będzie żaden sąsiad zdradziecki
Albo trubadur, co ma pstro w głowie
Pod nieobecność czepiał się kiecki
I co najgorsze – brykał w alkowie

Choć rycerz mądry był jak filozof
Błaznowi, z którym przy stole jedli
Dla bezpieczeństwa klucz dał, o zgrozo
By pas otworzył w razie tragedii
Następnie ruszył bić się za wiarę
Okryć się męstwa dozgonną cnotą
A ledwie kroków uczynił parę
Już błazen zdradził go ze sromotą

Słudze ohydny pomysł zaświtał
Jeśli się pani na romans zgodzi
Nie będzie cierpieć przez rok kobita
On ją otwarciem pasa nagrodzi
Trudno mężowi dotrzymać słowa
Chodząc po zamku w majtkach ze stali
Przeto zgodziła się białogłowa
A durny błazen potem się chwalił

Więc nie dziwota, że gdy mąż wrócił
Gdy mu wyjawił wszystko kasztelan
Błaznowi męskość o jądra skrócił
A żonie dłonią w buźkę nastrzelał
Morał jest gorzki, ale zachwyca
Prostotą, która mówi, co ważne
Lepiej rok przeżyć jak zakonnica
Niż kiepski romans z przygłupim błaznem.