Zaznacz stronę

Szedłem za głosem syreny,
Księżyca pyłem igrał wśród skał,
Na pokuszenie diabeł go dał,
Nocnej pieszczoty alchemik.

Przez morza pożeglowałem
Łodzią na grzbietach pienistych fal,
Wiodła mnie pieśni słodycz i żal,
A lęków nie czułem wcale.

Tekst, no powiedzmy… średni, ale miło się kończy. Też całości nie ujawniam, chociaż pointa jest o niebo lepsza od tego z wczoraj.