Zaznacz stronę

Rozdział 48

Remonty

U Karlusów rozpoczął się remont mieszkania. Już dawno planowali taką inwestycję, z różnych powodów ją odwlekali, ale eksces z popcornem w wykonaniu syna zadecydował, że odnowią całość mieszkania. Pani Karlusowa wraz z najmłodszą córką – Ewą na czas intensywnych prac zaplanował wyjazd do krewnych w Beskidy, natomiast reszta miała siedzieć w domu z ojcem i pomagać w remoncie, a przede wszystkim nie przeszkadzać. Koncepcja całości, zaprojektowanie wnętrza i zakupienie materiału pani Krlusowa wzięła na siebie. Zakupienie oczywiście w jej pojęciu, czyli pokazanie palcem obsłudze sklepowej konkretnych materiałów, które mąż później musiał sfinansować, dlatego on zaczął trochę wybrzydzać.
– Nawet się temu nie przyglądaj, co wybieram, bo wiem, że jest ci wszystko jedno. Gdybym miała polegać na twoim guście, utonęlibyśmy w tandecie – rzekła żona, na co on zaraz odpowiedział:
– Ja za to przyglądam się rachunkom, gdybym miał polegać na twojej rozrzutności utonęlibyśmy w długach!
Nie czuł się zbyt miło, gdy żona robiła mu takie uwagi przy obcych, dlatego wściekły podszedł do zakupów z nonszalancją i nie przyglądał się wybieranym towarom. Zapłacił za wszytko i wrócili do domu. Następnego dnia żona z Ewą wyjechała, natomiast zjawili się fachowcy, a przede wszystkim zakupione materiały. Większość kafelek i paneli podłogowych zmagazynowali na korytarzu.
W akcję prawdopodobnie wdał się duch opy Francka i kamienicę opanował szał remontowania. Następnego dnia po Krlusach pani Zgubeck weszła do akcji. Pod kamienicę podjechali autem pracownicy marketu z jej materiałami budowlanymi. Rozeszła się wiadomość, że będzie zmieniać łazienkę, sąsiadkom z parteru zwierzyła się, że montuje sobie kabinę prysznicową. Syn przyjechał z Niemiec, wybrał sam wszystko, pani Zgubeck nawet nie musiała się z domu ruszać. Zapłacił za materiał i dał matce pieniądze na pracowników.
– Mówiłem panu niedawno, że sąsiadka pewnie już zadkiem do wanny nie wchodzi. Widzi pan, miałem rację, kabinę musi montować – Policmajster na podwórku ironizował przy Poecie.
– Niechże pan przestanie, ona z pewnością chce na starość czuć się bezpieczniej przy myciu i nie pakować się do śliskiej wanny, a pan zaraz się czepia – Poeta zwracał sąsiadowi uwagę, ale po prawdzie myślał podobnie.
– A broń Boże, nic mi do tego, tylko że bałagan taki na klatce schodowej, że ani przejść nie można z psem, żeby się nie potknąć – tłumaczył się Wołacz i miał sporo racji, bo oba transporty materiałów do remontu stały na pierwszym piętrze.
W laubie siedziały Kaniowa z Cilą i zerkały nerwowo na korytarz. Widać było, że to co się działo miało spory wpływ na nie, jakby wzrósł poczucie winy, że nie dbają o swoje otocznie. Obie doszły do wniosku, że skoro tyle się remontuje w sąsiedztwie, to one same pomalują wnętrze lauby bez wkładu wspólnoty mieszkaniowej, bo przecież są głównymi użytkowniczkami tego przybytku.
– Pani, a wy nic niy remontujecie? – zapytała Kaniowa panią Brzozę, która zjawiła się w poszukiwaniu swoich kotów.
– Ja i mąż przeszliśmy remont duchowy, pielgrzymka dała nadspodziewany efekt, ale pogodziliśmy się i chociaż chciałabym mieszkanie odnowić, to finanse mamy teraz uszczuplone – odpowiedziała Brzoza, a tamte bardzo zainteresowało, co się stało, że mąż sąsiadki stał się dobry
– Ksiądz na pielgrzymce powiedział nam stare, dobre i święte słowa. Zło dobrem zwyciężaj. Może mój mąż się nie zmienił, ale ja staram się być lepsza. Przykładowo doszłam do wniosku, że będę mu znowu dobrze gotować – tłumaczyła, a Poeta przechodzący właśnie obok złośliwie pomyślał swoje:
„Pewnie, bo do jedzenia zawsze coś wsypać można”.
Wieczorem pisał w blogu o wydarzeniach dnia, wspomniał także o remontach, tych faktycznych, tych duchowych i takich zwariowanych:
„Kiedyś, dawnymi czasy mój z lekka snobistyczny kolega przed wyjazdem na wczasy robił gruntowny przegląd samochodu, podczas którego doszedł do wniosku, że musi zakonserwować podwozie. Wiedząc, że ja robiłem niedawno remont swojego auta i zabezpieczałem blachę, zapytał mnie, co zastosowałem. Powiedziałem, że ciotka mi z Anglii przysłała doskonały środek. Oczywiście skłamałem, bo użyłem ogólnie wtedy dostępnego preparatu.
– Nie zostało ci trochę tego? – zapytał kolega akcentując słowa w formie prośby.
– Pewnie, że mam! przysłała mi na dwa auta – odparłem.
– Może byś mi odstąpił trochę? Zapłacę ci dolarami.
Przystałem na to, dałem mu kilka kilo gipsu w reklamówce z PEWEX-u. Kazałem mu sypać to do pokostu lnianego aż zgęstnieje. Koleś w pocie czoła remontował nałożył grubą warstwę mazi. Kiedy konserwacja wyschła wyjechał z garażu, a na pierwszej, większej dziurze spadła połowa gipsowego odlewu podwozia. Przyszedł do mnie zapytać o ewentualną przyczynę, a ja stwierdziłem, że widocznie albo zrobił złe proporcje, albo pokost był do niczego, bo ja oczywiście użyłem pokostu angielskiego. Uwierzył.
Podczas remontów robią się czasami niespodzianki. Inny znajomy opowiadał mi, że właściciel kamienicy, w której mieszkał z rodzicami robił remont dachu. Robotnicy rozebrali dachówki i na tym ich czas pracy tego dnia się skończył. Lokatorzy prosili, żeby jakoś zabezpieczyli powstałą dziurę, ale pan kamienicznik żałował pieniędzy na folię. Stało się tak, że przyszła burza i zalała mieszkanie, lokatorzy nie nadążali z wycieraniem wody, więc przeleciała przez trzcinowy sufit prosto do… mieszkania właściciela. Ten przyleciał z buzią, że jest zalewany, miał pretensje, jakby nie wiedział, że leje. Skutek odniosło to taki, że mieszkający nad nim przestali wodę zbierać i jego też porządnie zalało. Przy odrobinie kultury mógł mieć tylko zacieki na suficie.
A w remont duchowy pani Brzozy nie chce mi się wierzyć. Jeśli nawet nastąpił to bardzo powierzchowny. Rozmawiałem z jej mężem i potwierdził, że on też zło dobrem zwycięża. Nadal uważa, że ona jest tym złem, ale on musi stać się lepszy.
– I zwycięża pan? – zapytałem.
– Nie, ale mam święty spokój – odpowiedział i chyba ma rację.” Święty spokój miał też Kania. Po jego przygodach z odnawianiem lauby na działce żona na długi czas nie powierzyłaby mu żadnej z takich robót. Spokoju z pewnością nie zaznał Policmajster, chociaż któregoś dnia o poranku poprzestawiał wszystkie opakowania na korytarzu, żeby swobodnie można było przejść. Trochę się zmęczył, więc usiadł w laubie, żeby popatrzeć jak jego pies baraszkuje po podwórku. Skąd miał wiedzieć, że Kaniowa z Cilą pomalowały altankę późnym wieczorem, kiedy nikt się nie kręci przy domu? O spokoju nie mogła mówić także pani Zgubeck. Po zamontowaniu kabiny prysznicowej okazało się, że nie jest w stanie przecisnąć się przez drzwi ze swoimi kilogramami.