Zaznacz stronę

Autobus zwany pożądaniem (1)

Myśli fruwają po głowy wierzchu,
Autobus sunie przez szarość zmierzchu…
Zmęczenie? Senność? W samotność podróż.
Ziewam, to jeden jest życia odruch.

Siedzenie brudne, na tapicerce
Ktoś nożem wyrżnął koślawe serce,
Ten pojazd miejskiej komunikacji,
Wozi sekrety życiowych racji.

Koślawa miłość, uczuć mimośród,
W zimnym pojeździe w ohydę podróż.
Przyspiesza, zwalnia z hamulca zgrzytem…!
Chłodzę na szybie czoło rozbite.

Tak podróżując nigdzie nie dotrę,
Chyba do celu szlochów i zwątpień…
Myśli kołtunią szarości bzdurę
Z dala od szarych w mózgu komórek.

Niechże autobus nareszcie stanie,
Gdzie jest przystanek na pożądanie!
Niech mnie coś wzruszy albo rozczuli…!
Nic, tylko szarość i zimno ulic.

To jest pierwsza część wspomnianego przedwczoraj eksperymentu