Chamy
Banda łajdaków przemiłych…
Zezują za ładną kiecką,
Oczy na czole wyryły
Myśl seksualnie niecną.
Własnych uczuć sutenerzy,
Pół obecni, pół zaklęci,
Żaden z nich kroków nie mierzy,
A włos jak kompas się kręci.
Ochrzczeni wodą z kałuży,
Nie widzą końca niedzieli,
Sekunda też im się dłuży,
Gdy leczą wyschnięty przełyk.
Niegrzeczni do chamstwa granic,
Nerwowo grzebią w rozporkach,
W tawernach mile widziani
Przez księżne chętne się spotkać.
Nie szczędząc płuc oraz wątrób,
Na zewnątrz zwyczajne chamy,
Lecz każdy na własny sposób
Chce kochać i być kochany.