Zaznacz stronę

Wrześniowe odejście

Chłodem po nogach kończy się wrzesień,
Rozwód z nim wzięła kapryśna jesień,
Już niepotrzebny jej ten kochanek,
Drzwi pokazała mu dziś nad ranem.

Poszedł spłakany w czasu niepamięć,
Wór z humorami rzucił na ramię,
Naszyjnik grzybów zabrał suszonych,
Przez czarne pole szedł obrażony.

Jesień kapryśna jest, trzeba przyznać,
Który wytrzyma przy niej mężczyzna?
Lecz po tygodniu rzucać chłopaka,
Jak ladacznica, jak zołza jakaś!

Wrzesień odchodzi, a już za rogiem
Październik wkracza w miłości ogień.
Pełen nadziei jesiennych chuci…!
Przecież za miesiąc jesień go rzuci.