Zaznacz stronę

Jest niedziela, wczesny poranek, dla niektórych bardzo wczesny, bo jest godzina 5:30. Dla innych spóźniona noc, bo widzę powracających chwiejnym krokiem. Jadę autem do kościoła, mijam ściskającą się parę, są w wesołym nastroju. Potem chłopak, luzak z zadowoloną miną. Pod supermarketem obdartus coś niesie w reklamówce, zygzakowaty szlak jego kroków o czymś świadczy. Za moment widzę młodą kobietę maszerującą szybko, jest pochylona, ale nie z powodu tempa marszu. Wydaje mi się, że płacze, bo wyciera twarz chusteczką. Dziwne, płacze, a może tylko tak mi się wydaje? Po kilkudziesięciu metrach spotykam biegnącego mężczyznę, to nie jest poranny biegacz. Ubrany jest raczej niedzielnie. Czyżby gonił płaczącą?
Nie wiem, ale przypuszczam, że zacząć można niezłą akcję opowiadania. Epizod banalny, to i lepiej, bo pozwala na dalekosiężne fantazjowanie.