Zaznacz stronę

Sąd ostateczny

Koniec świata to nie jest takie byle co, jakieś wielkie pierdziut i faktyczny koniec. To jest dopiero początek wiecznego życia. Przekonałem się na własnej skórze, kiedy odstałem swoje w kolejce na sąd ostateczny. Nie wiem jak długo trwało zanim trafiłem przed oblicze Wszechmogącego. Bałem się niezgorsza, ale z drugiej strony patrząc czułem zadowolenie, że będę miał wszystko z głowy.
– Nazwisko, imię, data urodzenia? – zapytał św. Piotr, a kiedy podałem dane personalne, jakiś pulchny aniołek pofrunął na górną półkę i podał Wszechmogącemu teczkę osobową.
– Gruba nie jest – stwierdził i uśmiechnął się przyjaźnie, ja poczułem lekką śmiałość i odwzajemniłem się całą klawiaturą uzębienia.
– Nie jest gruba, bo całe akta poszły już do Belzebuba, a w teczce jest tylko kartka z adnotacją – rzekł św. Piotr patrząc na mnie karzącym okiem pełnym pogardy.
Wszechmogący zaraz też zmienił twarz na pochmurną i z gestem rezygnacji powiedział:
– Trudno, mój drogi! Zasłużyłeś sobie, kieruj się na lewo!
– Zaraz, zaraz – krzyknąłem. Postawiłem va bank, bo przecież nie miałem nic do stracenia. – Uczyli mnie, że Bóg jest sędzią sprawiedliwym, a tu widzę jakieś wyroki feruje się za moimi plecami.
Wszechmogący i św. Piotr spojrzeli na siebie znacząco, a potem Bóg zaczął się tłumaczyć;
– Widzisz, gdybym chciał to robić tradycyjnie cała zabawa wlekłaby by się strasznie długo.
– To znaczy, że idąc na łatwiznę pozbawia się mnie prawa obrony.
Wszechmogący poprosił św. Piotra bliżej do tronu, coś poszeptali, a potem Pan Bóg powiedział:
– Masz rację, każdy zasługuje na uczciwy proces –
Wysłali aniołka po akta. Wrócił za moment cały brudny od sadzy, akta też były okopcone, trochę nadpalone i lepkie od smoły. Wszechmogący chcąc przewertować zawartość, musiał założyć rękawice ochronne. Czytał i czytał. Włos mu się jeżył, to znowu oczy ze zdziwienia otwierał, żeby za moment zmarszczyć krzaczaste brwi.
– Obiecałem uczciwy proces, co dla niego oznacza, że do piekła nie pójdzie
– Czyli nie byłem takim łajdakiem? – zapytałem.
– Byłeś, a myśmy się dali w konia zrobić! Obiecałem uczciwy proces, to znaczy, że twoje winy będą rozpatrywane całą wieczność, czyli pozostać musisz tutaj, w raju.
Pomyślałem sobie, że taki sąd ostateczny jest całkiem podobny do naszych sądów na ziemi. Prawdziwi przestępcy nie dosyć, że procesują się przez wieczność, nie dosyć, że bezczelnie dochodzą swoich praw, to jeszcze żyją sobie jak w raju.