Zaznacz stronę

Uczta w diabelskiej karczmie

Na początku serwowano diabelski żur, który trzeba było najpierw ukisić. Diabeł w tym celu sypał do kadzi kradzioną najbiedniejszej rodzinie mąkę żytnią. Dodawał kilka łez dziecka zbitego przez pijaka, oraz obowiązkowo skórkę z chleba wyrwanego z rąk sieroty. Wszystko zalewał wodą gotowaną przez jedną noc pochmurną. Wszystko mocno przyprawiał czosnkiem, nie tylko dla smaku, ale głównie w celu odstraszenia wampirów, którymi biesy zawsze się brzydziły. Dodawał też garść nasion ognichy, przykrywał szczelnie całość i zaklinał w kurze jajka. Tak zapakowany zaczyn wygrzewały czarne kury przez kilka dni.

W środku karczmy kopcił potężny kominek. Mały, łysy diabeł obracał rożnem, na którym nabita była tusza jakiegoś zwierzaka. Karczmarz nie trudził się zdobywaniem surowca, a już na pewno nigdy nic nie kupował. Najczęściej nabijał na rożen kawał drewna i przemieniał go w takie mięso, jakie sobie klient zażyczył. Jeśli do stołu zasiadał ktoś nieproszony, mięso zamieniało się na powrót w kawał drewna.

Czarownice na przekąskę jadły wędzone nietoperze, a ulubioną, wykwintną potrawą była sowa nadziewana ćmami w sosie z wilczej jagody. Pyszności!