Zaznacz stronę

Ostatnio piszę wiele w przelocie, jakbym nie miał swojego miejsca, czasu i koncepcji. Może ów stan spowodowany lekkim rozdrażnieniem, niepewnością finiszu niektórych koncepcji. Może, ale nie usprawiedliwia mnie, że nie kończę wielu zaczętych utworów. Albo się pisze, albo nie. Jeśli się pisze, to z jakąś energią. To już kolejna „mea culpa”, mogę się bić w piersi, dudnić dzwonem bez głosu, a to i tak nie pomoże w popędzeniu do przodu.
Dzisiaj znowu dopisałem jedną zwrotką, znowu nieco zmieniłem. Z taki tempem pracy w Boże Narodzenie pewnie skończę.

Z ciszy formowałem kształt dzwonu,
Wyłonił się z mlecznych mgieł duszy,
Delikatny podmuch mi pomógł
W głębi sadu zielonej głuszy.

Dzwonu płaszcz odlałem z tęsknoty
Za bezmiarem gam infradźwięków,
Pragnę doznać ucha pieszczoty,
Nie chcę szeptów i krzyków wtrętu.

Co jeszcze…? Mieć serce powinien,
W rytm serca niech dudni bezgłośnie
Z tworzywa twardego uczynię,
Z pogody kapryśnie nieznośnej.