Zaznacz stronę

Szedł ruchem falistym i do tego falistym dwojako, bo pionowo i poziomo. Już na pierwszy rzut oka, że jest pod wpływem rozweselaczy. Prawdopodobnie w reklamówce niósł jeszcze dwie puszki albo butelki, bo wyraźnie dawały wybrzuszenie na spodzie torby. Górą wylewała się z niej fontanna zwierzchniego odzienia, jakiejś kurtki, czy grubszej koszuli. Pomimo wyraźnego zmęczenia nocną balangą, stawiał korki dosyć szybko. Widocznie wiódł go instynkt samozachowawczy. Odrobina człowieczeństwa niewypłukanego alkoholem nakazywała iść do łóżka, chociaż natura ciągnęła go w dolne partie chodnika, aż po trawnik w najgorszym finale przygody.
Twarz miał dziwnie powykręcaną, szarpały nią nieskoordynowane skurcze. Zamykał oko raz jedno, raz drugie, często je przecierał. Kiedy ziewał unosił się cały, prawie stawał na palcach, a rozdziawione usta upodabniały go do potężnego glonojada.