Zaznacz stronę

Rozdział 41

Droga do celu

– Zawiodłem się panie sąsiedzie, okropnie się zawiodłem – rzekł zrezygnowany Policmajster do Poety i nie tłumacząc więcej, o co mu chodzi tylko kiwał głową.
– Przepraszam, jeśli ja coś zawiniłem, ale niechże pan sprecyzuje moją rolę w pana złym humorze – sąsiad czekał na konkrety, tamten kiwał głową i w końcu wyjaśnił:
– Nie na panu się zawiodłem, ale na potędze gospodarczej. Mam na myśli cyrk z budową odcinka autostrady i głównym sprawcą zamieszania czyli firmą z Chin. Nie przeraża to pana? – Wołacz ciągnął swe wywody.
– Nie powiem, żebym się cieszył z tego powodu, że coś nie wychodzi naszym władzom, ale nie należy jeszcze snuć czarnych wizji. Jak wiem, to nie było takiej imprezy sportowej, gdzie wszystko otwarte byłoby w zaplanowanym czasie. Miejmy nadzieję, że się uda. Przed Mundialem w RPA także znajdywali się pesymiści, którzy wróżyli wielki blamaż, a potem jakoś poszło jak po maśle – mówił Poeta.
– Fakt, ale to było w RPA, a autostrada jest w Polsce i to jest zasadnicza różnica. Podejrzewam, ze tysiące kibiców nie będą w stanie dotrzeć spokojnie na mecz.
– Ja się zbytnio nie przejmuję, jedyną przeszkodą w dotarciu na mecz mogą być kaprysy małżonki, która chętniej ogląda serial niż męską kopaninę, ale wiem, że jest wyrozumiała i nie zabroni mi śledzenia mistrzostw.
– No właśnie, ta obojętność jest największą wadą społeczeństwa. Nic pana nie obchodzi los innych, ani wizerunek ojczyzny – żachnął się Wołacz.
– Źle mnie pan rozumie! Nie rozpaczam nad sprawami, na które wpływu nie mam żadnego – Poeta był już trochę zmęczony rozmową.
– I tu się pan myli! – Policmajster aż krzyknął. – Wszystko pójdzie jak z płatka, jeśli ja się dostanę do sejmu.
– No proszę, jaka prosta jest droga wyjścia z problemu! Pan będzie w sejmie i przy okazji zbuduje autostradę. Do widzenia sąsiedzie, jestem w szoku!
Poeta właśnie wracał do domu, był głodny i zmęczony, nawet nie miał siły, żeby dogryźć sąsiadowi jakąś kąśliwą uwagą. Nie obchodziła go żadna droga, jedynie ta do talerza, a potem przed komputer. Po mniej więcej godzinie już z pełnym żołądkiem mógł w sposób twórczy rozpocząć swój popołudniowy relaks. Opisał na blogu rozmowę z Wołaczem i skomentował tak:
„Znaczenie słowa droga jest dosyć szerokie, ale jedno jest pewne, że musi ona prowadzić do jakiegoś celu. Jeden kolega opowiadał mi kiedyś czego świadkiem był pewnej nocy w Księżym Lesie. W środku wioski stał TIR, a obok zrozpaczony kierowca machał rękami prosząc o pomoc. Nie potrafił znaleźć adresu, pod który miał dostarczyć ładunek nawozów. Kolega znający teren uświadomił go po spojrzeniu do faktury, że nie chodzi o tę miejscowość, ale o Księży Las w powiecie strzeleckim. Kierowca klął na czym świat stoi, bo przejeżdżał przez Strzelce Opolskie. Tak jest zdaje mi się z moim sąsiadem, który kroczy przez mroki polityki i w efekcie pogubił drogę do celu. Co do budowy autostrady i przygotowań do Euro 2010, jestem przekonany, że rząd i wszystkie współpracujące organizacje staną na głowie, żeby dopiąć swego. Ważne jest, żeby życie społeczeństwa po drodze do celu nie stanęło na głowie. Kiedyś spotkałem na schodach naszą otyłą sąsiadkę, panią Zgubeck. Sapała okropnie i ledwo pięła się po schodach.
– Nie chcę się wtrącać w nieswoje sprawy, ale zdaje mi się, ze coraz trudniej jest pani wchodzić na trzecie piętro z tymi kilogramami. Radziłbym coś z tym zrobić, póki nie jest za późno – powiedziałem.
– Mocie racja panie Poeta – odparła i dodała, że zastanawia czy nie przenieść się gdzieś na parter.
Takie właśnie myślenie nie może charakteryzować władzy. Sprowadzanie problemu do parteru nie jest prawidłową drogą do celu. Nawiasem mówiąc, jaki mamy cel? Jak do niego dojść po drogach, które już posiadamy? Budujemy autostrady, a rujnacji ulegają drogi dojazdowe… ”
Przerwał pisanie, bo zachciało mu się pić, upał dawał się we znaki. Wprawdzie wody mineralnej było w domu pod dostatkiem, ale kaprys dotyczył czegoś konkretnego. Wyszedł więc na róg ulicy do sklepu, żeby kupić piwo o temperaturze skłaniającej do wypicia nie tylko jednego. Przy ladzie natknął się na Policmajstra tłumaczącego panu Brzozie prosty sposób pomyślnego zakończenia budowy autostrady A-2. Sąsiad słuchał przez grzeczność, bo wcale go nie obchodziły wywody Wołacza, a na koniec dodał swoją opinię.
– Jeden mój znajomy mieszka przy ulicy, gdzie niedawno kładziono kanalizację, co znacznie utrudniało ruch aut i pieszych. On należy do mocno trunkowych i dlatego żeby nie wpaść do rowu musiał się w odpowiednim momencie odbijać od słupów, płotów i ścian. Nauczył się tej drogi na pamięć i co wieczór jak kula bilardowa bezpiecznie docierał do domu. Pewnego razu robotnicy musieli usunąć jedną z latarń i biedak…
– Wpadł do rowu! – Wołacz przerwał wypowiedź.
– Nie, stało gorzej! Odbił się od walca drogowego i wylądował na podwórku sąsiadów…
– Teraz pewnie pan powie, że został posądzony niesłusznie o zdradę małżeńską. Nic oryginalnego w tej opowiastce, słyszałem takich wiele – Wołacz przerwał ponownie.
– No właśnie, podobnie jest z pańską opowiastką o programie wyborczym. Niby ciekawie się zaczyna, potem realizuje jak droga pijanego do celu, a kończy na prozaicznych awanturach – skwitował pan Brzoza.
W tym momencie do sklepu weszła jego żona i od razu zaczęła swoją śpiewkę o kontaktach z takimi typami jak Poeta i Wołacz, a on rzekł ze stoickim spokojem:
– Jesteś w błędzie, ja od dłuższego czasu romansuję z panią ekspedientką.
Pani Brzoza zgrzytnęła zębami i wyszła ze sklepu.
– Co za bzdury pan opowiada! – krzyknęła kobieta za ladą. -To jest świństwo! Ona się na mnie obraziła!
– Nie moja pani, to nie jest świństwo, ale polityka. Obraziła się i dobrze, bo teraz nie będzie pani donosiła na mnie, że piję piwo z sąsiadami.
Kiedy Poeta wracał ubawiony sytuacją, zawołały go sąsiadki siedzące w laubie.
– Niy bydymy mieć euro w Polsce tak pedzioł Policmajster. Jest to prowda, bo my tera niy wiymy czy to sie rozchodzi o piyniondze, czy o fusbal? Bez fusbala do sie żyć panie Poeta, ale bez piyniyndzy jakoś niy – pytała Kaniowa.
– Policmajster bzdury opowiada, bawi się w wielką politykę – uspokajał Poeta.
Przez podwórko jak duch opy Francka przemknął Kania cicho i niewidocznie drogą do sobie tylko znanego celu. Te słowa bardzo mu się spodobały, bo Policmajster też go podobnie straszył. Trzeba przyznać, że Kania ma inną opinię na temat Euro. Sądzi, że bez piłki nożnej żyć się nie da, a bez pieniędzy jakoś się wytrzyma, bo same się znajdą.