Zaznacz stronę

Trochę na przypomnienie…

Rozdział 19

Muzykowanie

Na klatce schodowej musiało się dziać coś niedobrego. Pies Policmajstra wył dziwnie, można było rzec, że w ogóle niecodziennym było głośne zachowanie tego w miarę dobrze ułożonego zwierzaka. Zaniepokojona odgłosami, żona Poety podeszła do męża, który coś pisał na komputerze.
– Sprawdź mój drogi, czy się komuś krzywda nie dzieje. Jak ty już usiądziesz przed komputerem, to nic do ciebie nie dociera – rzekła, a on tylko podniósł oczy znad ekranu i odparł:
– Masz rację kochanie.
– Co znaczy: „masz rację”? Czy ty w ogóle wiesz co jest grane? – krzyknęła.
– Wiem przecież! – rzekł Poeta zdejmując z uszu słuchawki. – Nie widzisz, że słucham czegoś, chyba jestem tego świadomy? Puszczam sobie stary, dobry rock!
– Nie, tego nie widzę! Widzę natomiast, że kompletnie ignorujesz moje prośby! Jeśli muzyka łagodzi obyczaje, to z pewnością nie w twoim przypadku. Idźże w końcu człowieku sprawdzić, co się wyprawia na schodach! Dlaczego ten pies tak wyje?
Do Poety dopiero teraz dotarł rwetes, bo słuchawki dosyć skutecznie izolowały go od domowych dźwięków. Pomyślał, że jest to problem sąsiada, ale dla świętego, rodzinnego spokoju poszedł rzucić okiem. Na pierwszym piętrze, pod drzwiami Karlusów siedział na parapecie Wołacz, towarzyszył mu pies, który wył przeciągle i smutnie, jakby użalał się nad własnym losem. Nie były to niestety jedyne dźwięki słyszalne na klatce schodowej. Za drzwiami Karlusów wyraźnie coś skrzypiało.
– Sąsiedzie, co się dzieje? – Poeta wprawdzie zapytał Wołacza, ale odpowiedział mu młody Karlus, który w tym właśnie momencie wychodził gwałtownie z mieszkania.
– Ewa zaczyna uczyć się grać na skrzypkach, koniec spokoju w domu! Starzy odkryli kolejny talent ukochanej córeczki!
Karlusowie bardzo chcieli, żeby dzieci opanowały grę na jakimś instrumencie. Starsze: córka i syn nie wykazywali żadnych ciągotek ku temu, Ewa natomiast grzecznie poddała się ciągotkom rodziców. Po krótkim namyśle doszli do wniosku, że najlepsze dla niej będą skrzypce. W rachubę wchodził także flet, ale ojciec niezbyt ku temu optował. Miał bowiem z czasów młodości awersję do instrumentów dętych. Kiedyś bowiem, on i koledzy chadzali na próby orkiestry kolejowej, żeby z bezpiecznego dystansu przeszkadzać i naigrawać się z muzyków. Między innymi robili im głupie miny i pokazywali cytrynę. Niektórzy trębacze zapluwali sobie ustniki, co rozbijało kompletnie ćwiczenia. Jednego dnia puściły muzykantom nerwy, zaczaili się na łobuzów i przyłapali Karlusa. Znaleźli przy nim cytrynę, więc oprócz spuszczenia solidnego manta kazali mu zjeść kwaśny owoc razem ze skórą.
Policmajster tłumaczył Poecie, dlaczego przebywa w tym miejscu.
– Pies wyje w mieszkaniu, gdy słyszy skrzypce przez ścianę. Doszedłem do wniosku, że też im trochę poprzeszkadzam, dlatego przeszedłem po drzwi.
– Te psie śpiewy wyglądają cudacznie, ale nieźle mu wychodzą, muszę przyznać.
– Co nie? Jest utalentowany podobnie jak ta mała Ewa. Ma to pies po mnie – zażartował Wołacz.
– Też pan tak wyje? – zapytał złośliwie Poeta.
– Pan znowu swoje! Fakt, że wprawdzie nie mam słuchu, ale głos mam piękny i znam się na muzyce. W firmie o tym wszyscy wiedzieli, dlatego kiedyś na milicyjne święto komendant poprosił mnie o załatwienie zespołu muzycznego, bo tak się złożyło, że nikt nie chciał u nas występować. Polecono mi zespół młodych, zdolnych, niedrogich i co najważniejsze nienotowanych muzyków. Szczęka mi opadał, kiedy na imprezie zjawił się kwartet smyczkowy.
– I co? Bawiliście się przy muzyce klasycznej? – pytał Poeta.
– A skądże! Kazałem im wykonywać utwory taneczne i wszystko wyszło pięknie i oryginalnie, a wiolonczelistka śpiewała cudnym głosem.
– Tego się można było spodziewać po was. Mieliście metody, żeby ludzie tak grali, jak każecie i śpiewali wszystko – skwitował Poeta i zszedł na podwórko zapalić, a po powrocie do domu całość opisał i skomentował na internecie w blogu:
„…Umiejętność grania na jakimś instrumencie jest niczym dodatkowy zawód. Mój kolega dorabia sobie w zespole tanecznym. Gra na gitarze i śpiewa po angielsku, języka wprawdzie nie zna, ale mówił mi, że się tym nie przejmuje, bo tańczący też najczęściej nie znają. Jednego razu, podczas zabawy pewna dziewczyna podeszła do niego w czasie przerwy.
– Mój narzeczony jest rodowitym anglikiem i chciałby z panem porozmawiać – rzekła.
– Ale ja nie znam angielskiego! – odparł mój kolega.
– Wiemy, bo to rzuca się do ucha, ale on się pyta, dlaczego pan wszystkie angielskie hity śpiewa po chińsku?
Innym razem grał z zespołem na weselu i jak się okazało, ojciec panny młodej był nauczycielem w szkole muzycznej. Obiecał im, że jeśli wszystko wypadnie okazale, dostaną dodatkową premię. Nad ranem, gdy doszło do rozliczenia, premię dostał tylko perkusista, więc reszta zespołu ciekawa była dlaczego.
– Panowie, co tu dużo ukrywać, tylko on nie fałszował – tłumaczył ojciec panny młodej.
– To przynajmniej niech pan da jakąś flaszkę ekstra – domagali się inni muzycy.
– Nie ma! Ekstra flaszki musieliśmy rozdawać gościom, żeby ich znieczulić na wasze dźwięki!- taką usłyszeli odpowiedź.
Wracając do nauki gry na skrzypkach, muszę stwierdzić, że jest to ważny element w wychowaniu dzieci. Szczęśliwa ta rodzina, która ma utalentowane dziecko, jeszcze bardziej szczęśliwi sąsiedzi, którzy mają ściany dźwiękoszczelne. Ja też jestem szczęśliwy, bo na gwiazdkę dostałem dobre, szczelne słuchawki i mogę się odizolować.”
Nauka gry Ewy także nie uszła uwadze sąsiadów z parteru.
– Ty, chopie! Niy wiysz, co tak pisko? – zapytała Kaniowa męża.
– Biyda, abo Duch opy Francka stroszo – odparł Kania. Jemu były obojętne dźwięki dobiegające z góry. Potrafił się całe życie wewnętrznie izolować od zrzędzenia żony, to z edukacją muzyczną sąsiadów też sobie poradzi. Muzykę lubi, słynie z tego wśród kolegów, że grać potrafi na grzebieniu, ale obecnie już się nie popisuje przy kieliszku. Dali mu kiedyś grzebień w takim stanie higienicznym, że mało nie zwymiotował. Widząc, że z mężem się w tej sprawie też nie dogada, poszła Kaniowa do Cili. Doszły do wniosku, że skoro dziecko ma chęci grać, to one nie będą interweniować u sąsiadów. Jakoś sobie z tym będą musiały poradzić. Może kiedyś Ewa będzie sławną skrzypaczką. Tylko, czy one tego nie dożyją? A może wcześniej zwariują?