Zaznacz stronę

Wielce szanowany miasta obywatel,
Ludzie w nim widzieli zacny autorytet,
Któż by śmiał powiesić na nim grzechu łatę,
Miał moce moralne na twarzy wyryte…

Wszyscy go kochali, za zasługi jakieś,
Jakie? Nie wiadomo, bo nikt nie dociekał,
Sceptyk mógł być zaraz nazwany dziwakiem,
Który chce podważyć powagę człowieka.

Oto są dwie pierwsze zwrotki dzisiejszego tekstu. Zakończenie jest nieco zgryźliwe, z pewnością wzięte z rzeczywistości, z moich obserwacji, ale śmiem twierdzić, że wnioski z nich poczynione pewnie pokrywają się z powszechną opinią.
Nie staram się być odkrywczy, wolę jedynie otwierać oczy, reperować ich zezowate szukanie dobra.
Autorytety są nieraz tworzone na podstawie powierzchownej oceny, co dla osoby szanowanej jest na rękę, bo z tego ma namacalną korzyść, a wielbicielom wystarczy tyko ich mniemanie. Oni potrzebują twarzy, osoby idealnej. Muszą przecież do ideału dążyć, a najwygodniej jest, kiedy sami sobie go stworzą.